Kutna Hora – coś dla tych co mają już dosyć tłumów w Pradze

Kutná Hora to niewielkie miasteczko, (ok. 21 tys. mieszkańców), położone w odległości 65 km na wschód od Pragi.

W średniowieczu, dzięki bogatym złożom srebra, było to najważniejsze miasto Królestwa Czeskiego zaraz po Pradze.
Na początku XIV wieku założono tu mennicę królewską Włoski Dwór. „Vlašský dvůr” nazywany był „klejnotem” korony królów czeskich, bo dzięki mennicy oraz zatrudnionych tu florenckich
rzemieślników, rozpoczęto proces bicia srebrnej monety o nazwie praski grosz.
Praski grosz w bardzo krótkim czasie stał się najbardziej popularną monetą rozliczeniową prawie całej średniowiecznej Europy.

Dzisiejsza Kutna Hora kusi turystów z całego świata doskonale przygotowanymi do zwiedzania zabytkami. Oprócz wymienionego już Włoskiego Dworu warto zwiedzić Hrádek, czyli Czeskie Muzeum Srebra, Katedrę św. Barbary, Kościół św. Jakuba oraz kaplicę Bożego Ciała. We wszystkich w/w. miejscach, na turystów z wielu krajów, także z Polski”(!), czekają doskonale przygotowane opisy w języku ojczystym. Ze „świecą szukać” takich udogodnień w pełnej, a wręcz mocno przepełnionej turystami Pradze.
Ponadto oferta gastronomiczna jest bardzo bogata, a i nieco tańsza niż w stolicy. Moim zdaniem również ciut lepsza jakościowo.
No i to co ja bardzo doceniam – obsługa zdecydowanie milsza dla Turystów niż w Pradze! 🙂

W 1995 r. kutnohorskie Stare Miasto z kościołem św. Barbary oraz kościołem klasztornym pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny z Sedlca, zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W domu Dacičkiego można dzisiaj zobaczyć nawet ekspozycję poświęconą tej organizacji oraz zabytkom z listy UNESCO.

Ważnymi zabytkami Kutnej Hory są także:
Kaplica Czaszek w dzielnicy Sedlec, kamienna gotycka studnia, kamienny dom gotycki oraz kolegium jezuickie, które obecnie jest siedzibą Galerii Sztuki o nazwie GASK.
GASK to nie tylko wystawy. Odwiedzający będą zachwyceni odnowionym kolegium jezuickim ale również pięknem sąsiednich ogrodów i wspaniałym tarasem widokowym z niesamowitym widokiem na Katedrę Barbary oraz Kościół Jakuba.

Dla tych co się jeszcze wahają, zapraszam do galerii zdjęć:

https://m.facebook.com/story.php?story_fbid=2156381544377724&id=1748858415130041

Jarmark Wielkanocny w Budapeszcie – czyli coś dla głodnych i spragnionych

W zeszłą sobotę – 23 marca, rozpoczął się Jarmark Wielkanocny w Budapeszcie, który potrwa do 22 kwietnia.
W programie jarmarku przewidziano sporo atrakcji dla dzieci jak i dla dorosłych. Będą koncerty, przedstawienia, pokazy tańców, a także warsztaty i szkolenia z  produkcji biżuterii czy sera, a nawet instrumentów muzycznych!

Pełny program dostępny jest pod tym linkiem:
https://www.budapestbylocals.com/event/budapest-spring-fair/

Budapeszt powoli staje się mekką wszystkich „pasibrzuchów i żarłoków” 🙂 . Podobnie jak na Jarmarku Bożonarodzeniowym i tym razem oferta gastronomiczna jest bardzo bogata. Królują oczywiście potrawy z kuchni węgierskiej i austriackiej, z zupą gulaszową na czele. Ale nie zabraknie także langoszy, golonek czy kurtoszkołaczy, no i oczywiście grzanego wina i ponczu.

Miłośnikom klimatów „austro-węgierskich” i dobrego jadła polecam wypad na jarmark do Budapesztu. Informuję jednak lojalnie, że ceny są zdecydowanie bardziej „austro”, niż „węgierskie”! 🙂

Zapraszam do galerii zdjęć z jarmarku i film o Budapeszcie.

A poniżej odnośnik do filmu, po zobaczeniu którego zaczniecie się po prostu pakować na wyjazd do Budapesztu… 🙂

 

Autostadt Wolfsburg

Dzisiaj będzie tekst o miejscu, które powinno zafascynować wszystkie „blachary” (ooops! ) i wszystkich… no właśnie, kogo? Blacharzy??? (no bo jak się mówi o męskim odpowiedniku „blachary”?)

Autostadt Wolfsburg, bo to o tym ciekawym miejscu chciałbym Wam dzisiaj napisać, to połączenie… No właśnie, czego?
I znowu mam problem „słowotwórczy”. Nie wiem jak to miejsce opisać jednym słowem, bo zbyt dużo jest tam przeróżnych atrakcji. I pewnie dlatego sami twórcy nazywają to po prostu „parkiem tematycznym”.

A tematem przewodnim jest oczywiście Motoryzacja!

Podczas mojej krótkiej (ok. 3h) wizyty nie mogłem niestety zobaczyć wszystkich atrakcji. Aby zwiedzić całość, myślę że trzeba tam spędzić co najmniej jeden cały dzień, a ja go niestety nie miałem. Niemniej jednak cieszę się, bo udało mi się przede wszystkim zobaczyć „ZeitHaus” – Dom Czasu.
W Domu Czasu na kilku piętrach, w kilkunastu salach, na sporej przestrzeni, zgromadzone zostały unikatowe samochody, które nie jednego fana motoryzacji z pewnością błyskawicznie przyprawią o zawrót głowy. Ja nie jestem jakoś bardzo zakręcony na punkcie „czterech kółek”, ale tam wręcz nie poznawałem siebie i nie panowałem nad swoimi reakcjami. Szczególnie kiedy zobaczyłem VW Busa z roku 1950, cudnie pomalowanego w biało-żółto-czerwone barwy firmy Sinalco (takiego najchętniej przyjąłbym na najbliższe, okrągłe urodziny ) albo Porsche Carrera z 1982, wyglądające jakby dopiero co wyjechało z fabryki! 

Ponadto w całym tym „miasteczku” rozmieszczone są pawilony prezentujące marki samochodowe, które należą do Volkswagena (Skoda, Audi, Bentley, Bugatti, Lamborghini, Seat). Jest też pawilon Porsche, którego VW nie jest właścicielem, ale tworzą razem holding (jest to jednak trochę skomplikowane, bo Porsche ma większościowy pakiet aukcji VW, zaś jest 100% właścicielem holdingu…, chyba nie ma sensu się nad tym rozwodzić ). Wszystkie te pawilony prezentują w bardzo ciekawy, często mocno multimedialny sposób, swoje „cacuszka”. U Bugatti był np. samochód z lustrzaną powłoką zamiast lakieru (to nic, że nikt go z tego powodu nigdy nie dopuści do ruchu drogowego, ważne że wyglądał obłędnie, a silnik miał chyba ze 400KM ), a w Audi było jak na innej planecie! No ale czemuż tu się dziwić, przecież Audi to „kosmiczna marka”! 
U Porsche to było tak miło, że prawie zdecydowałem się na zakup sportowej Tegry. Niestety nie mieli ciekawych kolorów do wyboru, zatem tym razem jeszcze podziękowałem. 
Można też kupić takie „zwykłe” Volkswageny i Seaty. Zakupy, jak zakupy. Płacisz gotówką, kartą albo przelewem, ale procedura odbioru samochodu jest naprawdę zacna! Mianowicie nad miasteczkiem dominują dwie szklane wieże, do których najpierw podziemnymi korytarzami transportowane są nowe samochody z tutejszej fabryki, a następnie windą trafiają na jedno z kilkunastu pięter, gdzie czekają na odbiór przez nowego właściciela. Niby nic nadzwyczajnego, ale zarówno patrząc z zewnątrz na tą konstrukcję „wysadzaną samochodami” niczym wysadzana diamentami monstrancja z praskiej Lorety, jak i będąc wewnątrz już po swoje nowe „4 kółka”, uśmiech nie będzie schodzić Wam z twarzy… 

W Autostadt można też zwiedzić fabrykę i zobaczyć proces produkcji. Poszerzyć swoją wiedzę w tematyce moto i nie tylko moto, uczestnicząc w różnych projekcjach i wystawach multimedialnych albo pod czujnym okiem instruktora podszlifować swoje umiejętności szoferskie na torze z przeszkodami. Można też zapisać swoją pociechę na kurs dziecięcego prawa jazdy! Z pewnością, nie będzie ono jeszcze respektowane na prawdziwych drogach, ale za to będzie świetną pamiątką dla Waszego dziecka i jednocześnie umożliwi mu poznanie podstawowych zasad ruchu drogowego poprzez zabawę i zajęcia na wesoło, a nie nudne wykłady. Zimą można też z dzieckiem pojeździć tu na łyżwach a przez cały rok możecie dziecku zorganizować w Autostadt niebanalne „kinderparty”.

Uffff… Sporo tego, prawda?

Dodam jeszcze na koniec, że po tych wszystkich emocjach można zajrzeć do jednej z wielu znajdujących się tam restauracji. Wybór naprawdę jest ogromny a ceny nie rujnują, choć z pewnością w Polsce wciąż jest taniej.

Ceny wejściówek też są raczej niegroźne dla naszych portfeli, bo zaczynają się już od 7 EUR dla dorosłych (wejście po 16-tej), uczniowie mają jeszcze taniej, a rodziny 2+2 mają duże upusty. Pełny cennik tutaj: https://www.autostadt.de/visitor-information/prices, bo możliwości i wariantów jest naprawdę sporo i każdy powinien znaleźć coś dla siebie.
Jak na projekt, którego koszt budowy przekroczył 430 milionów euro, to naprawdę ceny są ok!

A na koniec zapraszam do galerii zdjęć.

Galeria jest dostępna również tutaj:
https://www.facebook.com/media/set/…

Hungaroring – coś dla miłośników adrenaliny, zawrotnych prędkości i ryków silników! :)

Jakiś czas temu miałem wielką przyjemność pilotować wyjazd młodzieży z Liceum w Woli na Węgry. Jedną z największych atrakcji na naszej wycieczce była niewątpliwie możliwość przejechania się naszym ogromnym, piętrowym autokarem po torze Hungaroring!

Prędkość na pewno nie „wbijała nas w fotel”, (no cóż, „piętrus” to nie bolid Ferrari), ale i tak emocje były ogromne! Szczególnie kiedy wjeżdżaliśmy na „szykany” albo przejeżdżaliśmy „na minimetry” pod mostkami ustawionymi na torze (taki autobus ma aż 4 metry wysokości!).

Zapraszam fotorelację a dla wszystkich miłośników adrenaliny wydzielanej przez zawrotną prędkość (bądź też sam ryk silników), 🙂 zalecana jest wizyta osobista! :). Można umówić się na zwiedzanie toru, wykupić jazdy po torze swoim samochodem albo po prostu kupić bilet za „jedyne” kilkaset euro na „złotą trybunę” 🙂 i wziąć udział jako kibic w wyścigu Formuły 1.

Najbliższe zawody w ramach GRAND PRIX Węgier co prawda dopiero 29.07.2018, ale podobno już teraz ciężko o bilety!

Nagrałem także film z naszego przejazdu. Możecie zobaczyć go tutaj:

 

 

Pałac Królewski w Gödöllő

Około 25 km na północny wschód od Budapesztu znajduje się nieco  apomniana, a kiedyś ulubiona rezydencja austriackiej cesarzowej
i węgierskiej królowej Elżbiety Bawarskiej.

Pałac powstał w latach 1730-1745 z inicjatywy hrabiego (grafa) Antala Grassalkovicha I. Dlatego również nazywany jest często od jego nazwiska Pałacem Grassalkovicha.
Stworzenie pałacu powierzono pochodzącemu z Salzburga architektowi Andreasowi Mayerhofferowi, który zaprojektował także m.in. grecką cerkiew Zwiastowania w Szentendre. Podobnie jak Pałac Prezydencki w Bratysławie (Bratysława, dzisiejsza stolica Słowacji, to dawny Pressburg/Pozsony – stolica Królestwa Węgierskiego w okresie panowania tureckiego na Węgrzech), pałac w Gödöllő został wybudowany dla hrabiego, aby w ten sposób podkreślić jego zamożność, status społeczny oraz pozycję polityczną.
Grassalkovich (z pochodzenia Chorwat), był przyjacielem oraz jednym
z najbardziej zaufanych ludzi cesarzowej Marii Teresy, dzięki czemu bardzo szybko stał się także jednym z najbardziej wpływowych ludzi swojej epoki.

W 1867r. doszło do zawarcia ugody pomiędzy Austriakami i Węgrami, na mocy której powstały Austro-Węgry. Duży w tym udział miała sama cesarzowa Elżbieta (znana także jako Sissi). Zapewne dlatego Stary pałac Grassalkovichów, którym rok wcześniej ogromnie zainteresowała się cesarzowa, został zakupiony przez państwo węgierskie i przekazany jako prezent koronacyjny nowemu królowi Węgier i jego pięknej małżonce.
Pałac momentalnie stał się ulubioną rezydencją królowej Elżbiety. Sissi chętnie „uciekała” tutaj przed swoją pryncypialną i mało sympatyczną teściową – arcyksiężną Zofią oraz przed sztywnymi konwenansami wiedeńskiego dworu. W Gödöllő mogła z dala od uciążliwego protokołu i dworskiej etykiety, prowadzić bardziej swobodny tryb życia i oddawać się jednej ze swoich największych pasji – jeździe konnej.

Dzisiaj w Pałacu mieści się muzeum, w którym m.in. znajdują się pamiątki po Królowej.
W muzeum oprócz wystawy stałej ukazującej eksponaty z dwóch największych okresów świetności pałacu (za życia rodu Grassalkovichów do 1841 r. a następnie od 1867 do śmierci Sissi w 1898r), możecie Państwo podziwiać także ekspozycję poświęconą „Kulturze jeździeckiej Dworu Królewskiego”, „Bunkier Horthy’ego” oraz zobaczyć multimedialną projekcję 3D ukazującą historię pałacu.
Ponadto w pałacu zaprezentowano również dużą kolekcję zdjęć z okresu powojennego, kiedy to pałac najpierw został przekształcony w obiekt wojskowy, a następnie od 1958r. funkcjonował m.in. jako dom starców.

Od lat ’90-tych XX wieku w pałacu prowadzone są cały czas prace remontowe, dzięki czemu Pałac z roku na rok prezentuje się coraz piękniej i coraz bardziej kusi turystów do odwiedzenia go. W moim odczuciu wizyta w pałacu to punkt obowiązkowy dla wszystkich miłośników rodu Habsburgów i Monarchii Austro-Węgierskiej, a także dla wszystkich entuzjastów sztuki barokowej!

Podziękowania dla Gabriela Strumińskiego za udostępnienie mi części zdjęć, a przede wszystkim za miłe towarzystwo! 🙂

Praga „niewybudowana”

Zapraszam na fotorelację z bardzo ciekawej wystawy, która odbyła się w samym sercu czeskiej Pragi – na słynnym Placu Wacława.